Autor: Barbara Czachur, wł. suczki Heidi-Hiazine Z Diabeli
email: megabasia@wp.pl
strona internetowa (gdzie znajdziesz artykuł w orginale) www.dobermann.w.pl
Kontunuacja artykułu : Szkolenia ciąg dalszy...

Po co uczyć kilkutygodniowe szczenię, zapyta wielu szczęśliwych nabywców i co najmniej drugie tyle "znawców". Słodziutki dobermanek jest jeszcze na to za mały, niech się wyszaleje, niech ma szczęśliwe dzieciństwo. Na naukę przyjdzie czas później, jak skończy rok, półtora... Zresztą jest jeszcze zbyt młody, żeby zrozumieć, czego się od niego oczekuje!

 

Ten pogląd jest równie popularny, co błędny (przynajmniej według mnie i kilku innych osób szkolących psy). Wszystkich, którzy go reprezentują, pytam: czy lepiej jest szarpać się z kilkudziesięciokilogramowym pełnym energii i wigoru młodym gniewnym, któremu ani w głowie nauka czegoś, co mu absolutnie nie pasuje? Po co naprawiać błędy wychowawcze, skoro można im zapobiegać?

Dlaczego nie wykorzystać tych kilku pierwszych tygodni i miesięcy życia psa, podczas których on uczy się najwięcej, najszybciej, jest chętny do pracy, niezapisany niczym biała karta i przez nikogo nie zniszczony? Nie ma jeszcze złych nawyków? Kiedy możemy uczyć go tak, jak się nam podoba, nie jest w stanie uciec nam na spacerze (albo inaczej: my jesteśmy w stanie go dogonić), kiedy nie ugania się za sukami w cieczce głuchnąc na nasze wołania... Pozwalać psu na wszystko przez pierwszy rok - półtora jego życia to tak, jak gdyby wychowywać własne dziecko nie stawiając mu absolutnie żadnych zakazów czy nakazów do jego siódmych - dziesiątych urodzin. Nie wiem, kto byłby w stanie wytrzymać z tak rozpuszczonym potomkiem.

.............................................................................................................................................


"Młody gniewny", pół roku później

Okres szczenięcy jest okresem socjalizacji. Socjalizacja jest także nauką! My pokazujemy psu świat, a on przyjmuje go takim, jakim go widzi uznając, że tak właśnie ma ten świat wyglądać. Jeśli pokażemy mu tylko nasze podwórko, za kilka miesięcy nie będziemy w stanie przejść przez centrum miasta, bo pies wpadnie w panikę i będzie bał się wszystkiego - tłumu, hałasu, samochodów... Jeśli dobermaniemu szczenięciu nie pokażemy dziadka o lasce, wózka dziecięcego, roweru, konia, krowy - jako "nastolatek" uzna to wszystko za odstępstwo od normy, którą zna. Będzie więc reagował - lękiem, wycofywaniem się, niepewnością, często agresją powodowaną strachem przed nieznanym. Tylko dobermany zrównoważone, a jednocześnie mocno związane z właścicielem i ufające mu mogą w nieznanej sytuacji zachować spokój, obserwując, jak reaguje on na nieznaną psu rzeczywistość.

Uczenie szczenięcia jest naprawdę dużo łatwiejsze niż wykorzenianie złych nawyków u dorosłego psa. Zachęcam wszystkich: nie zmarnujcie tego okresu! Pies dorasta tylko raz w życiu.

...............................................


Poznawanie świata
Socjalizacja

Mówiąc o nauce psa większość z nas ma na myśli typowe szkolenie: siad, waruj, równaj, wróć, daj głos. Tymczasem nauka szczenięcia to nie tylko, a nawet można powiedzieć, że przede wszystkim nie to. Wielu się zdziwi: jeśli nie uczyć siad i waruj, to czego jeszcze można?

Uczenie szczenięcia obejmuje cały proces socjalizacji, który musimy przeprowadzić, aby nasz doberman wyrósł - mając dobre podstawy odziedziczone po rodzicach - na zrównoważonego, spokojnego psa, z którym równie miło i bezstresowo spaceruje się po miejskich ulicach jak wśród wiejskich podwórek. Psa, który nie jest agresywny, histeryczny, nerwowo reagujący na wszelkie nowe sytuacje.

Socjalizacja jest procesem ciągłym i mamy ją zacząć z chwilą zakupu szczenięcia. To, że szczenię ma dopiero 7 tygodni, nie znaczy, że mamy sobie odpuścić tydzień, dwa czy pięć. Siedmiotygodniowe szczenię powinno właśnie odbywać poszczepienną kwarantannę i weterynarz może nam zabronić wyprowadzać go na spacery. Nie znaczy to jednak, że pies ma siedzieć cały czas w domu! Weźmy naszego dobermana do znajomych (tych tolerancyjnych na ewentualne mokre wpadki szczenięcia). Wybierzmy takich, którzy mają w domu spokojnego, tolerującego szczenięta psa, pozwólmy naszemu dobermankowi poznać innych pobratymców. Nie histeryzujmy. Dorosły pies ma prawo warknąć na szczeniaka, kiedy znudzi się mu jego towarzystwo lub gdy maluch jest zbyt nachalny. To właśnie jest nauka dla szczenięcia, które poznaje zasady psiego sarvoir'e vivre'u. Od nas się ich przecież nie nauczy. Pokażmy pieskowi papugę, kanarka, dzieci (poinstruowawszy je wcześniej tak, by wspólna zabawa nie była początkowo zbyt gwałtowna). Im więcej osób odwiedzimy, im więcej nowego pokażemy psu, tym lepiej. To dobry okres na zapoznanie psa z kotem (byleby nie takim, który natychmiast pogoni szczeniaka. Musimy unikać sytuacji, w których mógłby się on czegoś mocno przestraszyć. Co innego zdezorientowanie po wychowawczej "burze" od innego psa, a co innego ból i strach przed sąsiadem, któremu zachciało się podnosić naszego dobermana za skórę na karku.)

Po zakończeniu kwarantanny kontynuujemy proces socjalizacji podczas codziennych spacerów. Wyżej wymienione zasady obowiązują i tu. Nigdy nie rzucamy psa na głęboką wodę, żeby zobaczyć, czy się boi czy nie. To jest psie dziecko! Kiedy się czegoś przestraszy (a może to być nawet reklamówka leżąca w trawie), nie ganimy psa, ale też nie pocieszamy słowami: dobry piesek, nie bój się. Ton naszego głosu połączony z reguły z uspakajającym głaskaniem jest wtedy niczym innym, jak formą nagrodzenia psa i utwierdzenia go w przekonaniu, że dobrze robi bojąc się. Tak na przyszłość: nigdy też nie poklepujemy uspokajająco psa, który zachowuje się źle - np. jest agresywny wobec pobratymca. Pomyśl: mówisz: "już dobrze, dobry piesek, uspokój się, nie szczekaj", poklepujesz go, głaszczesz uspokajająco... w Twoim mniemaniu. Dla psa przecież to sama przyjemność! On szczeka, właściciel mówi "dobry piesek" i go głaszcze. Znaczy, że pies postępuje prawidłowo a właściciel jest z tego zadowolony! Błędne koło.

Kiedy szczenię się czegoś przestraszy, odejdź kilka kroków od "krwiożerczego" obiektu i odwróć od niego uwagę psa. Rozpocznij zabawę, zajmij psa piłeczką, mów do niego wesołym, wysokim głosem. Twój dobermanek ma zobaczyć, że nic się nie dzieje, że Ty jesteś spokojny i nie widzisz żadnego zagrożenia.

Tajemniczy obiekt szybko spowszednieje, a szczenię podejdzie do niego już bez obaw. Jak nie za pierwszym razem, to za drugim. Pamiętam, że po pięciu minutach spaceru z moją trzymiesięczną wówczas dobermanką przy ruchliwej ulicy miałam chwilową chrypkę. Po prostu od wyśpiewywania falsetem "super! Ale fajnie, bawimy się" itp. lekko wysiadło mi gardło. Ale opłaciło się, bo suczka zupełnie nie zwracała uwagi na przejeżdżające obok niej tiry.

Pamiętaj: im więcej nowych sytuacji pozna szczenię, im większy będzie świat, który zaakceptuje i uzna za obowiązującą normę, tym lepiej. Wybierz się z psem na spacer do znajomych w mieście, do rodziny na wsi, pokaż mu zwierzęta gospodarskie. Przejedź się z malutkim dobermankiem autobusem, tramwajem, pociągiem, zajrzyj do centrum miasta, ale i na podmiejskie łąki, otwartą przestrzeń pełną nowych intrygujących zapachów. Pamiętaj, żeby kontrolować sytuację i nie dopuścić, by szczenię panicznie się czegoś przestraszyło, czy doznało niepotrzebnego bólu. Nie pożałujesz - to procentuje na przyszłość.

............................................................


Wróć do mnie

Polecenie "wróć" jest najważniejszym, jakie powinien znać nasz doberman, i dla wielu najtrudniejszym do wyegzekwowania. Ucieczki psów i ich chwilowe problemy ze słuchem, kiedy właściciel woła swojego pupila na spacerze, nie dotyczą z reguły posiadaczy szczeniąt. Te, poznając dopiero świat, trzymają się raczej blisko osoby, której ufają, u której mogą się - jakby co - schować. Szczenię może co najwyżej pomylić sobie nasze nogi z nogami innych przechodniów, i pójść za obcym, bardzo z siebie zadowolone. W takiej sytuacji musimy dać się poznać szczenięciu: kucnijmy, klaśnijmy w dłonie, zawołajmy je wesoło, wysokim głosem. Kiedy zwróci na nas uwagę, pozorujmy ucieczkę - oczywiście w takim tempie, żeby nasz dobermanek mógł nas dogonić.

Inaczej się ma sytuacja z psami dorosłymi, wcześniej nie uczonymi. Te, puszczone luzem, przychodzą z reguły wtedy, kiedy widzą w tym interes. Priorytet jednak ma dla nich inny pies, kot, czasem rowerzysta, często zabawka czy patyk, którego nie chcą oddać. Interesem pod koniec spaceru jest nie dać się złapać na smycz, zwłaszcza wtedy, kiedy właścicielowi się spieszy.

Jeśli więc ze szczenięciem nie ma takich problemów, dlaczego nie wykorzystać czasu i nie nauczyć go przychodzić na zawołanie? Zwłaszcza, że jeszcze jesteśmy go w stanie dogonić, i nie musimy się obawiać, że puszczony bez smyczy - ucieknie?

Wychodząc na spacer ze szczenięciem, zawsze zabierajmy ze sobą porcyjkę smakołyków i ulubioną zabawkę naszego dobermanka. Spuśćmy go ze smyczy (oczywiście z dala od ulicy), jednak często przywołujmy do siebie. Wołajmy radośnie, wysokim tonem. To nie ma brzmieć jak rozkaz, ale jak zaproszenie do zabawy. Jeśli w pobliżu nie ma innego psa czy obiektu specjalnego zainteresowania, piesek wróci w podskokach. Nagrodźmy go za to: chwilą zabawy, kawałkiem kiełbaski. Szczenięciu musi się opłacić przyjść do nas - i to za każdym razem. Nie łapmy psa od razu na smycz, ponieważ skojarzy powrót do właściciela z końcem wolności - i nie będzie chciał wracać. Pozwólmy mu odejść, powąchać, poganiać ... i zawołajmy znowu! Nauczmy go, żeby zwracał na nas uwagę - to doberman ma pilnować nas, a nie my dobermana (przynajmniej on ma tak myśleć). Schowajmy się więc za drzewo, za iglaka przed blokiem, przykucnijmy za zaparkowanym samochodem. Nie wołajmy szczeniaka, chyba, że odszedł za daleko nie zauważywszy naszego zniknięcia. Poczekajmy, niech się chwilę pomartwi, niech zacznie nas szukać. Na przyszłość będzie uważniejszy, będzie skupiał swą uwagę na nas, a o to nam chodzi. Gdyby wpadł w panikę, pokażmy mu się i zaprośmy do zabawy. Nic się przecież nie stało, ale niech piesek wie, że ma się nas pilnować. Kiedyś schowałam się za pojemnikiem na śmieci mojej czteromiesięcznej wówczas dobermance, obserwując jej zachowanie. Kiedy zauważyła, że mnie nie ma, wróciła galopem do miejsca, w którym mnie ostatnio widziała, pobiegła wzdłuż chodnika tam i z powrotem, a nie mogąc mnie znaleźć wzrokiem, schyliła nos do ziemi, i dotarła do mnie węsząc po śladzie! Wprawdzie było to tylko 15 kroków, ale ja byłam równie zaskoczona, co dumna.

Kiedy piesek się zagapi, stosujmy pozorowane ucieczki. Wołamy psa - oczywiście w tonie zabawowym - jednocześnie uciekając mu tak, by szczeniak widział, że szybko się od niego oddalamy. Kiedy nas dogoni, zapewniamy mu sporą porcję zwariowanej zabawy i smakołyk. Nigdy nie gonimy za uciekającym nam szczenięciem, chyba, że jest to element zabawy.

Jeśli piesek będzie wiedział, że co by nie robił, i tak będziemy na niego czekać lub biec za nim, nie posłucha naszego wołania, gdy zobaczy innego psa. Przecież i tak my pójdziemy za nim, więc nie ma się czym martwić! Musimy doprowadzić do tego, by miał dylemat: "jeśli pobiegnę do innego psa, mój kochany Pańcio mi zwieje, więc mi się to nie opłaca". Stosujmy wszystkie wymienione elementy na codziennych spacerach. Nie raz, nie dwa, ale co najmniej kilkanaście! Pozwólmy mu na swobodną zabawę z innym psem - przez dwie, trzy minuty, po czym pozorujmy ucieczkę - tak, żeby piesek widział, że odbiegamy. Jednocześnie wołajmy go wysokim głosem, w tonie zabawowym, chwaląc już za pierwsze kroki w naszym kierunku. Pochwalmy i nagródźmy za posłuszeństwo - i pozwólmy wrócić do przerwanej zabawy z innym psem. Za kilka minut schowajmy się za rogiem - i znowu zawołajmy naszego dobermana. Zaniepokojony naszym zniknięciem (bo już wie, co to znaczy - wszak chowamy się mu nie pierwszy raz), przerwie zabawę i zacznie nas szukać. Dajmy się znaleźć, nagródźmy go - i znowu pozwólmy na zabawę Naukę kontynuujemy przez cały okres dorastania, szczególnie intensywnie wtedy, gdy dorastający kilkumiesięczny doberman stanie się pewny siebie i zacznie eksperymentować: "a co będzie, jak nie wrócę na pierwsze wołanie, tylko na drugie, trzecie..." Potem stosujemy poszczególne elementy od czasu do czasu w formie przypomnienia. Nie należy osiąść na laurach, bo możemy się nieprzyjemnie zaskoczyć...

..........................................................


I kilka innych podstaw ...czyli nauka podstawowych poleceń typu siad, waruj itd.

Opisana wyżej socjalizacja szczenięcia jest zadaniem pierwszorzędnym, również nauka wracania na zawołanie jest ważniejsza niż to, że nasz piesek będzie wiedział, co to znaczy "siad". Jednak jeśli mamy czas, możemy zacząć wprowadzać naszemu dobermankowi pierwsze komendy. Polecenie stój-zostań może uratować naszemu psu zdrowie, kiedy w ostatniej chwili powstrzymamy go głosem przed wejściem w potłuczone szkło, lub nawet życie, jeśli posłucha nas rezygnując z gonitwy za innym psem i zatrzymując się tuż przed rozpędzonym samochodem. Naukę można zacząć już z kilkutygodniowym szczenięciem. Oczywiście prowadzimy ją w kilkuminutowych sesjach, zawsze w formie zabawy, bez przymusu. Szkolenie ma być radością, nie nielubianą koniecznością. Dobermanek będzie się uczył chętnie i szybko, jeśli okażemy mu naszą radość z najmniejszych sukcesów. Korzystamy oczywiście z "pomocy naukowych", czyli smakołyków, ulubionej zabawki, czy naszego rozradowanego głosu, gdy wszystko idzie dobrze.
SMAKOŁYK: TO COŚ, CO PIES BAAARDZO LUBI, A NIE COŚ, CO EWENTUALNIE ZJE, JAK BĘDZIE MIAŁ OCHOTĘ!

Zapamiętajmy jedno: żeby pies coś wykonał, musi wiedzieć, o co nam chodzi. To, że powiemy szczenięciu: "siad" nie oznacza jeszcze, że ono usiądzie. Przecież piesek nie rozumie, co znaczy to słowo! Równie dobrze moglibyśmy powiedzieć "marchewka". Szczeniak nie zrobi nic; ewentualnie zamacha ogonem usłyszawszy, że się do niego zwracamy. Dotyczy to wszystkich nowo wprowadzanych poleceń. Musimy psu pokazać, co ma robić, i to nie raz, i nie dwa.

Siad. No proszę, usiądź. Siaaad!!!! Siadaj, do jasnej... Jesteś sfrustrowany? Wkurzony? Dzieci właśnie doprowadziły Cię do szału? NIE ZABIERAJ SIĘ ZA SZKOLENIE PSA. Nauczyciel ma być spokojny, pozytywnie nastawiony do tego, co robi. Twoje nerwy udzielą się dobermanowi, ze szkolenia nic nie wyjdzie, Ty wkurzysz się jeszcze bardziej i wyładujesz na psie. Zwróć również uwagę na samopoczucie swojego ucznia. Jeśli szczeniak jest osowiały, śpiący, inny niż na co dzień, NIE ZABIERAJ SIĘ ZA SZKOLENIE PSA. On też może mieć zły dzień. Jeśli wszystko jest w porządku i już zacząłeś lekcję, pamiętaj:
nie ma się czym denerwować. Jeśli pies czegoś nie chce zrobić, prawdopodobnie Cię nie rozumie. Poszukaj błędu w swoim postępowaniu. Zapytaj kogoś kompetentnego, może wskaże Ci lepszą metodę. Spróbuj jutro.

...........................................................................

  • Nie i powtarzaj poleceń 10 razy z rzędu. Doberman nie jest głuchy, nie trzeba mówić: "siad, siad no siad wreszcie", żeby usiadł. Jeśli nie reaguje na pierwszą, drugą komendę, a wcześniej to robił i wie, co ona oznacza, trzeba psa posadzić.
  • N ie zmieniaj brzmienia poleceń. Siad to siad, nie "usiądź" czy "siadaj". Jeśli raz mówisz: "wróć", a drugim razem: "choć tu", to pies może zgłupieć
  • D oberman ma zrobić, to o co go poprosiłeś. Jeśli mówisz: "siad", a on siada, waruje, daje głos i łapę, nie ma się co chwalić, że on taki mądry. Inteligentny jest, nie zaprzeczam, ale w obchodzeniu polecenia.
  • W ykorzystuj smakołyki lub piłeczkę do nauki. CHWAL PSA. I bynajmniej nie polega to na głaskaniu po główce i wymruczeniu: dobry pies. Trzeba się cieszyć autentycznie i żywiołowo - tak, żeby pies też zaczął się cieszyć!
  • P o kilku minutach skupienia szczenięciu należy się porcja intensywnej zabawy i relaksu.
  • jeśli przyłapiesz szczenię na czymś niedozwolonym, np. gryzieniu twojej ulubionej gazety, zgań go twardym, niskim głosem. Nie krzycz, nie bij. To tylko szczenię. Jeśli reprymenda będzie wystarczająco stanowcza, piesek przerwie brojenie. WYKORZYSTAJ TO! Nie karć go dalej! Przecież już przestał konsumować Twoją gazetę. Powiedz spokojnie: dobry pies (nagradzasz go za to, że Cię posłuchał, ale w tym jednym wypadku mówisz to spokojnie - bez zwykłego entuzjazmu. W przeciwnym razie szczeniak się rozochoci i znów zacznie broić), i podsuń mu do gryzienia jego zabawkę. Pochwal, gdy się nią zajmie.


JAK UCZYĆ?

Wielu autorów w nauce siadania sugeruje naciskanie zadu psa, z jednoczesnym podciąganiem obrożą do góry, celem wymuszenia właściwej pozycji. Również warowanie ma być osiągnięte siłą, przez przyciskanie łopatek psa do ziemi. Nie jestem zwolennikiem tych metod, zwłaszcza w stosunku do szczenięcia. Żywiołowego, chętnego do współpracy dobermana można w ten sposób łatwo zgasić. Osiągniemy swój cel, ale pies będzie wykonywał polecenia niechętnie. Tymczasem to samo zrealizujemy, odpowiednio manewrując kawałkiem kiełbaski przed nosem naszego dobermanka. Przesuwamy rękę ze smakołykiem tuż nad głową psa - od nosa w tył. Jeśli szczenię nie siada, tylko się cofa, zagródźmy mu z tyłu drogę; jeśli skacze do kiełbaski, oznacza to, że nasza ręka jest za wysoko - obniżmy ją. Kiedy widzimy, że pies zaczyna siadać, podajemy komendę: "siad", a jak tylko usiądzie, nagradzamy smakołykiem.

Z warowaniem postępujemy podobnie, tyle, że ręka ze smakołykiem wędruje od psiego nosa w kierunku ziemi. Jednocześnie wydajemy polecenie: "waruj". Czasami szczenię położy się automatycznie - wówczas nagradzamy je smakołykiem oraz ciepłym: "super piesek!". Jeśli nie, musimy poeksperymentować, tak manewrując smakołykiem przed nosem szczenięcia, by ono w końcu się położyło. Moja suczka dobrze reagowała na bardzo szybki ruch ręką ze smakołykiem w kierunku podłogi: przypadała wówczas do ziemi, chcąc złapać uciekającą jej sprzed nosa "zdobycz". W tym samym czasie ja, uprzedzając ją, mówiłam : "waruj" i nagradzałam za wykonanie polecenia. Po kilku razach wystarczył szybki ruch ręką w dół, aby pies się położył. Ważne jest zgranie w czasie komendy i jej wykonania. Bez sensu jest mówić psu "waruj", jeśli on już leży.

Smakołyki i zabawki wykorzystujemy ucząc psa wielu innych, przydatnych właśnie nam komend. Przykładowo wysyłając psa na jego posłanie, pokazujemy mu, o co nam chodzi, "prowadząc" dobermanka przy pomocy smakołyka i zostawiając mu ulubioną zabawkę, by nie miał ochoty zaraz zejść ze swego miejsca.


Sam w domu Wielu właścicieli dobermanów dostaje gęsiej skórki na myśl, że ich pies musi zostać sam w domu. Wchodząc do mieszkania po powrocie mają wrażenie, że przeszedł po nim huragan, zaś pretensje sąsiadów dolewają oliwy do ognia. Trudno im się dziwić, jeśli pozostawiony sam sobie pies przez cały czas wyje lub szczeka na wszystko, co się rusza za oknem lub co usłyszy za drzwiami. Przyznam szczerze, miałam wyrozumiałych sąsiadów, którzy przez 9 lat znosili wrzaski mojej pierwszej dobermanki, która kila razy w tygodniu musiała zostać parę godzin sama. Nie miałam pojęcia, jak ją tego oduczyć, zaś w Związku Kynologicznym powiedzieli mi, że dobermany już takie są. Na szczęście nie przyjęłam tego jako prawdy ostatecznej i kupując drugiego dobermana postanowiłam, że w domu podczas naszej nieobecności będzie cisza. I udało mi się, a zapewniam, że przeciwdziałanie jest w tym wypadku dużo prostsze niż oduczanie złego zachowania.

Zaczęłam od krótkich, kilkuminutowych nieobecności. Suczka zostawała sama, ale nie tak od razu. Najpierw wyprowadzałam ją na długi, męczący spacer (szczeniaka nie tak trudno zmęczyć), tak, by po powrocie do domu nie miała już ochoty na wygłupy (przynajmniej przez pierwszą godzinę :-)). Kiedy wracałyśmy, dobermanica dostawała pyszną, dużą kość z resztkami mięska. Ona zabierała się za konsumpcję, a ja mówiłam: "suka, zostajesz" i wychodziłam na jej oczach, bynajmniej się z tym nie kryjąc. Zamykałam drzwi na klucz, schodziłam na półpiętro i nadsłuchiwałam. Była cisza. Pierwszym razem wróciłam po minucie, cała w skowronkach, że szczeniak nie piszczał. Suka łypnęła na mnie okiem nie przerywając konsumpcji. Drugim razem wyszłam na pięć minut, trzecim skoczyłam do piekarni na rogu. Była cisza. Błoga. Kiedy dobermanka kończyła kość, kładła się spać (wszak była zmęczona spacerem). Pominę milczeniem to, że kładła się na moje łóżko, na które w czasie mojej obecności nie ma wstępu i wcale się o to nie upomina, ale to mała ofiara w zamian za spokój w domu. A sąsiadki stwierdziły, że ten doberman jest bardzo spokojny i w ogóle go nie słychać. Powodzenia!

 


Psie przedszkole

Dobrym wyjściem jest też zapisanie się wraz z dobermankiem do psiego przedszkola. Te zajęcia, wspomagające socjalizację szczeniąt i uczące właścicieli postępowania ze swymi pupilami, organizowane są przez niektóre oddziały Związku Kynologicznego oraz wybrane szkoły prywatne. Wiele osób się dziwi: przedszkole dla szczeniąt? Co to za pomysł? Szczeniaczki są przecież słodkie, kochane i nie sprawiają żadnych problemów! (no może z wyjątkiem pozostawiania mokrych plam na dywanie, ale to normalne w tym wieku). Poza tym są za młode, żeby je czegokolwiek uczyć, powinny mieć szczęśliwe, beztroskie dzieciństwo. Na naukę przyjdzie czas później. Te kilka zdań charakteryzuje postawę większości nabywców szczeniąt, którym proponuje się zapisanie siebie i swojego nowego nabytku do psiego przedszkola. Tymczasem nasze kochane dobermanki uczą się bardzo intensywnie od pierwszych dni swego życia, co zresztą zaznaczyłam już wyżej. Szczenięta szybko orientują się, że można skutecznie uciec przed właścicielem chowając się np. pod łóżko. Nie sprawia im problemu skojarzenie, że kiedy "płaczą" - mogą wycyganić pieszczotę zaniepokojonego właściciela, a gdy nie chcą chodzić na smyczy, zostają zabrane na ręce. Z pasją odkrywają, że kochana pani gryziona po rękach zaczyna cienko piszczeć i machać rękoma, co dla młodego psa oznacza pyszną zabawę. Właściciela z kolei nie martwi fakt, że trzymiesięczny Maksiu ciągnie na smyczy lub panicznie boi się innych psów - przecież zawsze można go wziąć na ręce i kłopot z głowy. Tymczasem szczenię właśnie zdobywa dwa nowe doświadczenia. Po pierwsze: uczy się, że szarpanie na smyczy i poniewieranie właścicielem to rzecz dopuszczalna i normalna, na dodatek nagradzana. Nie łudźmy się: małe szanse, że pies zmieni zdanie, gdy dorośnie. Drugie doświadczenie nie wróży nam na przyszłość nic dobrego. Szczenię, złapane na ręce w chwili, gdy zbliża się do niego inny pies, kojarzy ten fakt z zagrożeniem. Dziś właściciel schroni małego dobermanka w ramionach. Za rok już się nie da, bo nasz Maksiu będzie ważył dobre kilkadziesiąt kilogramów i albo wyrwie nam rękę ze stawu uciekając przed innym psem, albo tego ostatniego ze strachu zaatakuje, nie mając możliwości ucieczki.

Summa summarum: skoro szczenię i tak się czegoś uczy, dlaczego nie nauczyć go właściwego zachowania i dobrych manier?

Na kurs przyjmowane są z reguły bardzo młode, kilkumiesięczne szczenięta. Podczas wspólnych spotkań mają się uczyć i psy i ich właściciele. Dobermanie dzieci poprzez zabawę poznawać mają arkana psiego savoir-vivre'u. Oswajają się z większą ilością pobratymców i w przyszłości lada "burek" na horyzoncie nie będzie powodem ucieczki naszego czworonożnego przyjaciela. Pokazuje się im, że człowiek na rowerze nie jest wart tego, by go ścigać i podszczypywać czy oszczekiwać. Zapoznawane są z wieloma normalnymi dla nas, a nowymi dla nich sytuacjami. Pewne, że człowiek o lasce czy wózek dziecięcy nie stanowią zagrożenia, będą sprawiały dużo mniej problemów w codziennym życiu.

W dobrej szkółce właściciele szczeniąt dowiadują się, jak uczyć podstawowych komend (siad, waruj, do mnie) wykorzystując elementy zabawy a nie metody siłowe, niszczące dopiero tworzącą się wzajemną więź.

Uczestnictwo w kursie ma wspomóc właściwą socjalizację szczenięcia i zapobiec powstaniu w przyszłości wielu problemów, z którymi borykać by się musiał właściciel dorosłego psa. Ta nauka ma być prewencją, nie zaś, jak większość szkoleń, reakcją na problemy. Jej celem jest pomoc w wychowaniu szczęśliwych, niekłopotliwych, przyjaźnie nastawionych do ludzi i innych zwierząt psów. Na przekór zasadzie: małe szczenię - mały kłopot...

............................................


Koniec pracy?

Absolutnie nie! Nauka szczenięcia jest jedynie wstępem do dalszej pracy. Wstępem niezwykle ważnym, bo rzutującym na wzajemne stosunki człowieka i psa przez następnych kilkanaście lat, pozwalającym dowolnie - w granicach narzuconych przez odziedziczone cechy charakteru naszego dobermana - kształtować czworonożnego przyjaciela. Jest okresem niepowtarzalnym, bo pies dorasta tylko raz i tylko jedną mamy szansę na wykorzystanie tego krótkiego okresu. Jednak nasza praca, a właściwie współpraca, na tym się nie kończy. Jeśli komuś wystarczy to, czego pies się nauczył do tej pory, pozostaje mu co najmniej powtarzanie tego wszystkiego. Jeśli nie, a nie powinno, nauka dobermana trwa dalej. Pamiętajmy, że dobermany są niesamowicie inteligentne i jeśli je zaniedbamy, same znajdą sobie wyzwania. Na to chyba jednak nie mamy ochoty... Doberman jest psem wszechstronnym. Możemy zapisać się na kurs PT I (ogólne posłuszeństwo), organizowany przez lokalne oddziały Związku Kynologicznego, możemy kontynuować naukę na wyższym stopniu - PT II (posłuszeństwo poszerzone o pracę węchową), czy też zainteresować się obroną (IPO I,II,III). Dobermany dobrze sprawdzają się też na psim torze przeszkód (agility), którego namiastkę może sobie zbudować każdy, a profesjonalne tory dostępne są w niektórych oddziałach Związku czy szkołach prywatnych. Możemy wreszcie nauczyć go tego, co jest nam potrzebne, a nie obejmuje tego żaden program psiego nauczania. Praca ze szczenięciem daje nam podstawy. Ich wykorzystanie zależy od nas.

...............................

 

 

www.dobermann.pl