|
Autor:
Barbara Czachur, wł. suczki Heidi-Hiazine Z Diabeli
email: megabasia@wp.pl
strona
internetowa (gdzie znajdziesz artykuł w orginale) www.dobermann.w.pl
Kontunuacja artykułu : Szkolenia ciąg
dalszy...
Po
co uczyć kilkutygodniowe szczenię, zapyta wielu szczęśliwych
nabywców i co najmniej drugie tyle "znawców". Słodziutki
dobermanek jest jeszcze na to za mały, niech się wyszaleje,
niech ma szczęśliwe dzieciństwo. Na naukę przyjdzie czas później,
jak skończy rok, półtora... Zresztą jest jeszcze zbyt młody,
żeby zrozumieć, czego się od niego oczekuje!
Ten pogląd jest równie popularny, co
błędny (przynajmniej według mnie i kilku innych osób szkolących
psy). Wszystkich, którzy go reprezentują, pytam: czy lepiej
jest szarpać się z kilkudziesięciokilogramowym pełnym energii
i wigoru młodym gniewnym, któremu ani w głowie nauka czegoś,
co mu absolutnie nie pasuje? Po co naprawiać błędy wychowawcze,
skoro można im zapobiegać?
Dlaczego nie wykorzystać tych kilku pierwszych tygodni i miesięcy
życia psa, podczas których on uczy się najwięcej, najszybciej,
jest chętny do pracy, niezapisany niczym biała karta i przez
nikogo nie zniszczony? Nie ma jeszcze złych nawyków? Kiedy
możemy uczyć go tak, jak się nam podoba, nie jest w stanie
uciec nam na spacerze (albo inaczej: my jesteśmy w stanie
go dogonić), kiedy nie ugania się za sukami w cieczce głuchnąc
na nasze wołania... Pozwalać psu na wszystko przez pierwszy
rok - półtora jego życia to tak, jak gdyby wychowywać własne
dziecko nie stawiając mu absolutnie żadnych zakazów czy nakazów
do jego siódmych - dziesiątych urodzin. Nie wiem, kto byłby
w stanie wytrzymać z tak rozpuszczonym potomkiem.
.............................................................................................................................................
"Młody gniewny", pół roku później
Okres szczenięcy jest okresem socjalizacji. Socjalizacja jest
także nauką! My pokazujemy psu świat, a on przyjmuje go takim,
jakim go widzi uznając, że tak właśnie ma ten świat wyglądać.
Jeśli pokażemy mu tylko nasze podwórko, za kilka miesięcy
nie będziemy w stanie przejść przez centrum miasta, bo pies
wpadnie w panikę i będzie bał się wszystkiego - tłumu, hałasu,
samochodów... Jeśli dobermaniemu szczenięciu nie pokażemy
dziadka o lasce, wózka dziecięcego, roweru, konia, krowy -
jako "nastolatek" uzna to wszystko za odstępstwo
od normy, którą zna. Będzie więc reagował - lękiem, wycofywaniem
się, niepewnością, często agresją powodowaną strachem przed
nieznanym. Tylko dobermany zrównoważone, a jednocześnie mocno
związane z właścicielem i ufające mu mogą w nieznanej sytuacji
zachować spokój, obserwując, jak reaguje on na nieznaną psu
rzeczywistość.
Uczenie szczenięcia jest naprawdę dużo łatwiejsze niż wykorzenianie
złych nawyków u dorosłego psa. Zachęcam wszystkich: nie zmarnujcie
tego okresu! Pies dorasta tylko raz w życiu.
...............................................
Poznawanie świata
Socjalizacja
Mówiąc o nauce psa większość z nas ma na myśli typowe szkolenie:
siad, waruj, równaj, wróć, daj głos. Tymczasem nauka szczenięcia
to nie tylko, a nawet można powiedzieć, że przede wszystkim
nie to. Wielu się zdziwi: jeśli nie uczyć siad i waruj, to
czego jeszcze można?
Uczenie szczenięcia obejmuje cały proces socjalizacji, który
musimy przeprowadzić, aby nasz doberman wyrósł - mając dobre
podstawy odziedziczone po rodzicach - na zrównoważonego, spokojnego
psa, z którym równie miło i bezstresowo spaceruje się po miejskich
ulicach jak wśród wiejskich podwórek. Psa, który nie jest
agresywny, histeryczny, nerwowo reagujący na wszelkie nowe
sytuacje.
Socjalizacja jest procesem ciągłym i mamy ją zacząć z chwilą
zakupu szczenięcia. To, że szczenię ma dopiero 7 tygodni,
nie znaczy, że mamy sobie odpuścić tydzień, dwa czy pięć.
Siedmiotygodniowe szczenię powinno właśnie odbywać poszczepienną
kwarantannę i weterynarz może nam zabronić wyprowadzać go
na spacery. Nie znaczy to jednak, że pies ma siedzieć cały
czas w domu! Weźmy naszego dobermana do znajomych (tych tolerancyjnych
na ewentualne mokre wpadki szczenięcia). Wybierzmy takich,
którzy mają w domu spokojnego, tolerującego szczenięta psa,
pozwólmy naszemu dobermankowi poznać innych pobratymców. Nie
histeryzujmy. Dorosły pies ma prawo warknąć na szczeniaka,
kiedy znudzi się mu jego towarzystwo lub gdy maluch jest zbyt
nachalny. To właśnie jest nauka dla szczenięcia, które poznaje
zasady psiego sarvoir'e vivre'u. Od nas się ich przecież nie
nauczy. Pokażmy pieskowi papugę, kanarka, dzieci (poinstruowawszy
je wcześniej tak, by wspólna zabawa nie była początkowo zbyt
gwałtowna). Im więcej osób odwiedzimy, im więcej nowego pokażemy
psu, tym lepiej. To dobry okres na zapoznanie psa z kotem
(byleby nie takim, który natychmiast pogoni szczeniaka. Musimy
unikać sytuacji, w których mógłby się on czegoś mocno przestraszyć.
Co innego zdezorientowanie po wychowawczej "burze"
od innego psa, a co innego ból i strach przed sąsiadem, któremu
zachciało się podnosić naszego dobermana za skórę na karku.)
Po zakończeniu kwarantanny kontynuujemy proces socjalizacji
podczas codziennych spacerów. Wyżej wymienione zasady obowiązują
i tu. Nigdy nie rzucamy psa na głęboką wodę, żeby zobaczyć,
czy się boi czy nie. To jest psie dziecko! Kiedy się czegoś
przestraszy (a może to być nawet reklamówka leżąca w trawie),
nie ganimy psa, ale też nie pocieszamy słowami: dobry piesek,
nie bój się. Ton naszego głosu połączony z reguły z uspakajającym
głaskaniem jest wtedy niczym innym, jak formą nagrodzenia
psa i utwierdzenia go w przekonaniu, że dobrze robi bojąc
się. Tak na przyszłość: nigdy też nie poklepujemy uspokajająco
psa, który zachowuje się źle - np. jest agresywny wobec pobratymca.
Pomyśl: mówisz: "już dobrze, dobry piesek, uspokój się,
nie szczekaj", poklepujesz go, głaszczesz uspokajająco...
w Twoim mniemaniu. Dla psa przecież to sama przyjemność! On
szczeka, właściciel mówi "dobry piesek" i go głaszcze.
Znaczy, że pies postępuje prawidłowo a właściciel jest z tego
zadowolony! Błędne koło.
Kiedy szczenię się czegoś przestraszy, odejdź kilka kroków
od "krwiożerczego" obiektu i odwróć od niego uwagę
psa. Rozpocznij zabawę, zajmij psa piłeczką, mów do niego
wesołym, wysokim głosem. Twój dobermanek ma zobaczyć, że nic
się nie dzieje, że Ty jesteś spokojny i nie widzisz żadnego
zagrożenia.
Tajemniczy obiekt szybko spowszednieje, a szczenię podejdzie
do niego już bez obaw. Jak nie za pierwszym razem, to za drugim.
Pamiętam, że po pięciu minutach spaceru z moją trzymiesięczną
wówczas dobermanką przy ruchliwej ulicy miałam chwilową chrypkę.
Po prostu od wyśpiewywania falsetem "super! Ale fajnie,
bawimy się" itp. lekko wysiadło mi gardło. Ale opłaciło
się, bo suczka zupełnie nie zwracała uwagi na przejeżdżające
obok niej tiry.
Pamiętaj: im więcej nowych sytuacji pozna szczenię, im większy
będzie świat, który zaakceptuje i uzna za obowiązującą normę,
tym lepiej. Wybierz się z psem na spacer do znajomych w mieście,
do rodziny na wsi, pokaż mu zwierzęta gospodarskie. Przejedź
się z malutkim dobermankiem autobusem, tramwajem, pociągiem,
zajrzyj do centrum miasta, ale i na podmiejskie łąki, otwartą
przestrzeń pełną nowych intrygujących zapachów. Pamiętaj,
żeby kontrolować sytuację i nie dopuścić, by szczenię panicznie
się czegoś przestraszyło, czy doznało niepotrzebnego bólu.
Nie pożałujesz - to procentuje na przyszłość.
............................................................
Wróć do mnie
Polecenie
"wróć" jest najważniejszym, jakie powinien znać
nasz doberman, i dla wielu najtrudniejszym do wyegzekwowania.
Ucieczki psów i ich chwilowe problemy ze słuchem, kiedy właściciel
woła swojego pupila na spacerze, nie dotyczą z reguły posiadaczy
szczeniąt. Te, poznając dopiero świat, trzymają się raczej
blisko osoby, której ufają, u której mogą się - jakby co -
schować. Szczenię może co najwyżej pomylić sobie nasze nogi
z nogami innych przechodniów, i pójść za obcym, bardzo z siebie
zadowolone. W takiej sytuacji musimy dać się poznać szczenięciu:
kucnijmy, klaśnijmy w dłonie, zawołajmy je wesoło, wysokim
głosem. Kiedy zwróci na nas uwagę, pozorujmy ucieczkę - oczywiście
w takim tempie, żeby nasz dobermanek mógł nas dogonić.
Inaczej się ma sytuacja z psami dorosłymi, wcześniej nie uczonymi.
Te, puszczone luzem, przychodzą z reguły wtedy, kiedy widzą
w tym interes. Priorytet jednak ma dla nich inny pies, kot,
czasem rowerzysta, często zabawka czy patyk, którego nie chcą
oddać. Interesem pod koniec spaceru jest nie dać się złapać
na smycz, zwłaszcza wtedy, kiedy właścicielowi się spieszy.
Jeśli więc ze szczenięciem nie ma takich problemów, dlaczego
nie wykorzystać czasu i nie nauczyć go przychodzić na zawołanie?
Zwłaszcza, że jeszcze jesteśmy go w stanie dogonić, i nie
musimy się obawiać, że puszczony bez smyczy - ucieknie?
Wychodząc na spacer ze szczenięciem, zawsze zabierajmy ze
sobą porcyjkę smakołyków i ulubioną zabawkę naszego dobermanka.
Spuśćmy go ze smyczy (oczywiście z dala od ulicy), jednak
często przywołujmy do siebie. Wołajmy radośnie, wysokim tonem.
To nie ma brzmieć jak rozkaz, ale jak zaproszenie do zabawy.
Jeśli w pobliżu nie ma innego psa czy obiektu specjalnego
zainteresowania, piesek wróci w podskokach. Nagrodźmy go za
to: chwilą zabawy, kawałkiem kiełbaski. Szczenięciu musi się
opłacić przyjść do nas - i to za każdym razem. Nie łapmy psa
od razu na smycz, ponieważ skojarzy powrót do właściciela
z końcem wolności - i nie będzie chciał wracać. Pozwólmy mu
odejść, powąchać, poganiać ... i zawołajmy znowu! Nauczmy
go, żeby zwracał na nas uwagę - to doberman ma pilnować nas,
a nie my dobermana (przynajmniej on ma tak myśleć). Schowajmy
się więc za drzewo, za iglaka przed blokiem, przykucnijmy
za zaparkowanym samochodem. Nie wołajmy szczeniaka, chyba,
że odszedł za daleko nie zauważywszy naszego zniknięcia. Poczekajmy,
niech się chwilę pomartwi, niech zacznie nas szukać. Na przyszłość
będzie uważniejszy, będzie skupiał swą uwagę na nas, a o to
nam chodzi. Gdyby wpadł w panikę, pokażmy mu się i zaprośmy
do zabawy. Nic się przecież nie stało, ale niech piesek wie,
że ma się nas pilnować. Kiedyś schowałam się za pojemnikiem
na śmieci mojej czteromiesięcznej wówczas dobermance, obserwując
jej zachowanie. Kiedy zauważyła, że mnie nie ma, wróciła galopem
do miejsca, w którym mnie ostatnio widziała, pobiegła wzdłuż
chodnika tam i z powrotem, a nie mogąc mnie znaleźć wzrokiem,
schyliła nos do ziemi, i dotarła do mnie węsząc po śladzie!
Wprawdzie było to tylko 15 kroków, ale ja byłam równie zaskoczona,
co dumna.
Kiedy piesek się zagapi, stosujmy pozorowane ucieczki. Wołamy
psa - oczywiście w tonie zabawowym - jednocześnie uciekając
mu tak, by szczeniak widział, że szybko się od niego oddalamy.
Kiedy nas dogoni, zapewniamy mu sporą porcję zwariowanej zabawy
i smakołyk. Nigdy nie gonimy za uciekającym nam szczenięciem,
chyba, że jest to element zabawy.
Jeśli piesek będzie wiedział, że co by nie robił, i tak będziemy
na niego czekać lub biec za nim, nie posłucha naszego wołania,
gdy zobaczy innego psa. Przecież i tak my pójdziemy za nim,
więc nie ma się czym martwić! Musimy doprowadzić do tego,
by miał dylemat: "jeśli pobiegnę do innego psa, mój kochany
Pańcio mi zwieje, więc mi się to nie opłaca". Stosujmy
wszystkie wymienione elementy na codziennych spacerach. Nie
raz, nie dwa, ale co najmniej kilkanaście! Pozwólmy mu na
swobodną zabawę z innym psem - przez dwie, trzy minuty, po
czym pozorujmy ucieczkę - tak, żeby piesek widział, że odbiegamy.
Jednocześnie wołajmy go wysokim głosem, w tonie zabawowym,
chwaląc już za pierwsze kroki w naszym kierunku. Pochwalmy
i nagródźmy za posłuszeństwo - i pozwólmy wrócić do przerwanej
zabawy z innym psem. Za kilka minut schowajmy się za rogiem
- i znowu zawołajmy naszego dobermana. Zaniepokojony naszym
zniknięciem (bo już wie, co to znaczy - wszak chowamy się
mu nie pierwszy raz), przerwie zabawę i zacznie nas szukać.
Dajmy się znaleźć, nagródźmy go - i znowu pozwólmy na zabawę
Naukę kontynuujemy przez cały okres dorastania, szczególnie
intensywnie wtedy, gdy dorastający kilkumiesięczny doberman
stanie się pewny siebie i zacznie eksperymentować: "a
co będzie, jak nie wrócę na pierwsze wołanie, tylko na drugie,
trzecie..." Potem stosujemy poszczególne elementy od
czasu do czasu w formie przypomnienia. Nie należy osiąść na
laurach, bo możemy się nieprzyjemnie zaskoczyć...
..........................................................
I kilka innych podstaw ...czyli nauka podstawowych
poleceń typu siad, waruj itd.
Opisana wyżej socjalizacja szczenięcia jest zadaniem pierwszorzędnym,
również nauka wracania na zawołanie jest ważniejsza niż to,
że nasz piesek będzie wiedział, co to znaczy "siad".
Jednak jeśli mamy czas, możemy zacząć wprowadzać naszemu dobermankowi
pierwsze komendy. Polecenie stój-zostań może uratować naszemu
psu zdrowie, kiedy w ostatniej chwili powstrzymamy go głosem
przed wejściem w potłuczone szkło, lub nawet życie, jeśli
posłucha nas rezygnując z gonitwy za innym psem i zatrzymując
się tuż przed rozpędzonym samochodem. Naukę można zacząć już
z kilkutygodniowym szczenięciem. Oczywiście prowadzimy ją
w kilkuminutowych sesjach, zawsze w formie zabawy, bez przymusu.
Szkolenie ma być radością, nie nielubianą koniecznością. Dobermanek
będzie się uczył chętnie i szybko, jeśli okażemy mu naszą
radość z najmniejszych sukcesów. Korzystamy oczywiście z "pomocy
naukowych", czyli smakołyków, ulubionej zabawki, czy
naszego rozradowanego głosu, gdy wszystko idzie dobrze.
SMAKOŁYK: TO COŚ, CO PIES BAAARDZO LUBI, A NIE COŚ, CO EWENTUALNIE
ZJE, JAK BĘDZIE MIAŁ OCHOTĘ!
Zapamiętajmy jedno: żeby pies coś wykonał, musi wiedzieć,
o co nam chodzi. To, że powiemy szczenięciu: "siad"
nie oznacza jeszcze, że ono usiądzie. Przecież piesek nie
rozumie, co znaczy to słowo! Równie dobrze moglibyśmy powiedzieć
"marchewka". Szczeniak nie zrobi nic; ewentualnie
zamacha ogonem usłyszawszy, że się do niego zwracamy. Dotyczy
to wszystkich nowo wprowadzanych poleceń. Musimy psu pokazać,
co ma robić, i to nie raz, i nie dwa.
Siad. No proszę, usiądź. Siaaad!!!! Siadaj, do jasnej... Jesteś
sfrustrowany? Wkurzony? Dzieci właśnie doprowadziły Cię do
szału? NIE ZABIERAJ SIĘ ZA SZKOLENIE PSA. Nauczyciel ma być
spokojny, pozytywnie nastawiony do tego, co robi. Twoje nerwy
udzielą się dobermanowi, ze szkolenia nic nie wyjdzie, Ty
wkurzysz się jeszcze bardziej i wyładujesz na psie. Zwróć
również uwagę na samopoczucie swojego ucznia. Jeśli szczeniak
jest osowiały, śpiący, inny niż na co dzień, NIE ZABIERAJ
SIĘ ZA SZKOLENIE PSA. On też może mieć zły dzień. Jeśli wszystko
jest w porządku i już zacząłeś lekcję, pamiętaj:
nie ma się czym denerwować. Jeśli pies czegoś nie chce zrobić,
prawdopodobnie Cię nie rozumie. Poszukaj błędu w swoim postępowaniu.
Zapytaj kogoś kompetentnego, może wskaże Ci lepszą metodę.
Spróbuj jutro.
...........................................................................
-
Nie i
powtarzaj poleceń 10 razy z rzędu. Doberman nie jest głuchy,
nie trzeba mówić: "siad, siad no siad wreszcie",
żeby usiadł. Jeśli nie reaguje na pierwszą, drugą komendę,
a wcześniej to robił i wie, co ona oznacza, trzeba psa posadzić.
- N
ie zmieniaj brzmienia poleceń. Siad to siad, nie "usiądź"
czy "siadaj". Jeśli raz mówisz: "wróć",
a drugim razem: "choć tu", to pies może zgłupieć
- D
oberman ma zrobić, to o co go poprosiłeś. Jeśli mówisz:
"siad", a on siada, waruje, daje głos i łapę,
nie ma się co chwalić, że on taki mądry. Inteligentny jest,
nie zaprzeczam, ale w obchodzeniu polecenia.
- W
ykorzystuj smakołyki lub piłeczkę do nauki. CHWAL PSA. I
bynajmniej nie polega to na głaskaniu po główce i wymruczeniu:
dobry pies. Trzeba się cieszyć autentycznie i żywiołowo
- tak, żeby pies też zaczął się cieszyć!
-
P o kilku minutach skupienia szczenięciu należy się porcja
intensywnej zabawy i relaksu.
- jeśli
przyłapiesz szczenię na czymś niedozwolonym, np. gryzieniu
twojej ulubionej gazety, zgań go twardym, niskim głosem.
Nie krzycz, nie bij. To tylko szczenię. Jeśli reprymenda
będzie wystarczająco stanowcza, piesek przerwie brojenie.
WYKORZYSTAJ TO! Nie karć go dalej! Przecież już przestał
konsumować Twoją gazetę. Powiedz spokojnie: dobry pies (nagradzasz
go za to, że Cię posłuchał, ale w tym jednym wypadku mówisz
to spokojnie - bez zwykłego entuzjazmu. W przeciwnym razie
szczeniak się rozochoci i znów zacznie broić), i podsuń
mu do gryzienia jego zabawkę. Pochwal, gdy się nią zajmie.
JAK UCZYĆ?
Wielu autorów w nauce siadania sugeruje naciskanie zadu psa,
z jednoczesnym podciąganiem obrożą do góry, celem wymuszenia
właściwej pozycji. Również warowanie ma być osiągnięte siłą,
przez przyciskanie łopatek psa do ziemi. Nie jestem zwolennikiem
tych metod, zwłaszcza w stosunku do szczenięcia. Żywiołowego,
chętnego do współpracy dobermana można w ten sposób łatwo
zgasić. Osiągniemy swój cel, ale pies będzie wykonywał polecenia
niechętnie. Tymczasem to samo zrealizujemy, odpowiednio manewrując
kawałkiem kiełbaski przed nosem naszego dobermanka. Przesuwamy
rękę ze smakołykiem tuż nad głową psa - od nosa w tył. Jeśli
szczenię nie siada, tylko się cofa, zagródźmy mu z tyłu drogę;
jeśli skacze do kiełbaski, oznacza to, że nasza ręka jest
za wysoko - obniżmy ją. Kiedy widzimy, że pies zaczyna siadać,
podajemy komendę: "siad", a jak tylko usiądzie,
nagradzamy smakołykiem.
Z warowaniem postępujemy podobnie, tyle, że ręka ze smakołykiem
wędruje od psiego nosa w kierunku ziemi. Jednocześnie wydajemy
polecenie: "waruj". Czasami szczenię położy się
automatycznie - wówczas nagradzamy je smakołykiem oraz ciepłym:
"super piesek!". Jeśli nie, musimy poeksperymentować,
tak manewrując smakołykiem przed nosem szczenięcia, by ono
w końcu się położyło. Moja suczka dobrze reagowała na bardzo
szybki ruch ręką ze smakołykiem w kierunku podłogi: przypadała
wówczas do ziemi, chcąc złapać uciekającą jej sprzed nosa
"zdobycz". W tym samym czasie ja, uprzedzając ją,
mówiłam : "waruj" i nagradzałam za wykonanie polecenia.
Po kilku razach wystarczył szybki ruch ręką w dół, aby pies
się położył. Ważne jest zgranie w czasie komendy i jej wykonania.
Bez sensu jest mówić psu "waruj", jeśli on już leży.
Smakołyki i zabawki wykorzystujemy ucząc psa wielu innych,
przydatnych właśnie nam komend. Przykładowo wysyłając psa
na jego posłanie, pokazujemy mu, o co nam chodzi, "prowadząc"
dobermanka przy pomocy smakołyka i zostawiając mu ulubioną
zabawkę, by nie miał ochoty zaraz zejść ze swego miejsca.
Sam w domu Wielu właścicieli dobermanów dostaje gęsiej skórki
na myśl, że ich pies musi zostać sam w domu. Wchodząc do mieszkania
po powrocie mają wrażenie, że przeszedł po nim huragan, zaś
pretensje sąsiadów dolewają oliwy do ognia. Trudno im się
dziwić, jeśli pozostawiony sam sobie pies przez cały czas
wyje lub szczeka na wszystko, co się rusza za oknem lub co
usłyszy za drzwiami. Przyznam szczerze, miałam wyrozumiałych
sąsiadów, którzy przez 9 lat znosili wrzaski mojej pierwszej
dobermanki, która kila razy w tygodniu musiała zostać parę
godzin sama. Nie miałam pojęcia, jak ją tego oduczyć, zaś
w Związku Kynologicznym powiedzieli mi, że dobermany już takie
są. Na szczęście nie przyjęłam tego jako prawdy ostatecznej
i kupując drugiego dobermana postanowiłam, że w domu podczas
naszej nieobecności będzie cisza. I udało mi się, a zapewniam,
że przeciwdziałanie jest w tym wypadku dużo prostsze niż oduczanie
złego zachowania.
Zaczęłam od krótkich, kilkuminutowych nieobecności. Suczka
zostawała sama, ale nie tak od razu. Najpierw wyprowadzałam
ją na długi, męczący spacer (szczeniaka nie tak trudno zmęczyć),
tak, by po powrocie do domu nie miała już ochoty na wygłupy
(przynajmniej przez pierwszą godzinę :-)). Kiedy wracałyśmy,
dobermanica dostawała pyszną, dużą kość z resztkami mięska.
Ona zabierała się za konsumpcję, a ja mówiłam: "suka,
zostajesz" i wychodziłam na jej oczach, bynajmniej się
z tym nie kryjąc. Zamykałam drzwi na klucz, schodziłam na
półpiętro i nadsłuchiwałam. Była cisza. Pierwszym razem wróciłam
po minucie, cała w skowronkach, że szczeniak nie piszczał.
Suka łypnęła na mnie okiem nie przerywając konsumpcji. Drugim
razem wyszłam na pięć minut, trzecim skoczyłam do piekarni
na rogu. Była cisza. Błoga. Kiedy dobermanka kończyła kość,
kładła się spać (wszak była zmęczona spacerem). Pominę milczeniem
to, że kładła się na moje łóżko, na które w czasie mojej obecności
nie ma wstępu i wcale się o to nie upomina, ale to mała ofiara
w zamian za spokój w domu. A sąsiadki stwierdziły, że ten
doberman jest bardzo spokojny i w ogóle go nie słychać. Powodzenia!
Psie przedszkole
Dobrym
wyjściem jest też zapisanie się wraz z dobermankiem do psiego
przedszkola. Te zajęcia, wspomagające socjalizację szczeniąt
i uczące właścicieli postępowania ze swymi pupilami, organizowane
są przez niektóre oddziały Związku Kynologicznego oraz wybrane
szkoły prywatne. Wiele osób się dziwi: przedszkole dla szczeniąt?
Co to za pomysł? Szczeniaczki są przecież słodkie, kochane
i nie sprawiają żadnych problemów! (no może z wyjątkiem pozostawiania
mokrych plam na dywanie, ale to normalne w tym wieku). Poza
tym są za młode, żeby je czegokolwiek uczyć, powinny mieć
szczęśliwe, beztroskie dzieciństwo. Na naukę przyjdzie czas
później. Te kilka zdań charakteryzuje postawę większości nabywców
szczeniąt, którym proponuje się zapisanie siebie i swojego
nowego nabytku do psiego przedszkola. Tymczasem nasze kochane
dobermanki uczą się bardzo intensywnie od pierwszych dni swego
życia, co zresztą zaznaczyłam już wyżej. Szczenięta szybko
orientują się, że można skutecznie uciec przed właścicielem
chowając się np. pod łóżko. Nie sprawia im problemu skojarzenie,
że kiedy "płaczą" - mogą wycyganić pieszczotę zaniepokojonego
właściciela, a gdy nie chcą chodzić na smyczy, zostają zabrane
na ręce. Z pasją odkrywają, że kochana pani gryziona po rękach
zaczyna cienko piszczeć i machać rękoma, co dla młodego psa
oznacza pyszną zabawę. Właściciela z kolei nie martwi fakt,
że trzymiesięczny Maksiu ciągnie na smyczy lub panicznie boi
się innych psów - przecież zawsze można go wziąć na ręce i
kłopot z głowy. Tymczasem szczenię właśnie zdobywa dwa nowe
doświadczenia. Po pierwsze: uczy się, że szarpanie na smyczy
i poniewieranie właścicielem to rzecz dopuszczalna i normalna,
na dodatek nagradzana. Nie łudźmy się: małe szanse, że pies
zmieni zdanie, gdy dorośnie. Drugie doświadczenie nie wróży
nam na przyszłość nic dobrego. Szczenię, złapane na ręce w
chwili, gdy zbliża się do niego inny pies, kojarzy ten fakt
z zagrożeniem. Dziś właściciel schroni małego dobermanka w
ramionach. Za rok już się nie da, bo nasz Maksiu będzie ważył
dobre kilkadziesiąt kilogramów i albo wyrwie nam rękę ze stawu
uciekając przed innym psem, albo tego ostatniego ze strachu
zaatakuje, nie mając możliwości ucieczki.
Summa summarum: skoro szczenię i tak się czegoś uczy,
dlaczego nie nauczyć go właściwego zachowania i dobrych manier?
Na kurs przyjmowane są z reguły bardzo młode, kilkumiesięczne
szczenięta. Podczas wspólnych spotkań mają się uczyć i psy
i ich właściciele. Dobermanie dzieci poprzez zabawę poznawać
mają arkana psiego savoir-vivre'u. Oswajają się z większą
ilością pobratymców i w przyszłości lada "burek"
na horyzoncie nie będzie powodem ucieczki naszego czworonożnego
przyjaciela. Pokazuje się im, że człowiek na rowerze nie jest
wart tego, by go ścigać i podszczypywać czy oszczekiwać. Zapoznawane
są z wieloma normalnymi dla nas, a nowymi dla nich sytuacjami.
Pewne, że człowiek o lasce czy wózek dziecięcy nie stanowią
zagrożenia, będą sprawiały dużo mniej problemów w codziennym
życiu.
W dobrej szkółce właściciele szczeniąt dowiadują się, jak
uczyć podstawowych komend (siad, waruj, do mnie) wykorzystując
elementy zabawy a nie metody siłowe, niszczące dopiero tworzącą
się wzajemną więź.
Uczestnictwo w kursie ma wspomóc właściwą socjalizację szczenięcia
i zapobiec powstaniu w przyszłości wielu problemów, z którymi
borykać by się musiał właściciel dorosłego psa. Ta nauka ma
być prewencją, nie zaś, jak większość szkoleń, reakcją na
problemy. Jej celem jest pomoc w wychowaniu szczęśliwych,
niekłopotliwych, przyjaźnie nastawionych do ludzi i innych
zwierząt psów. Na przekór zasadzie: małe szczenię - mały kłopot...
............................................
Koniec pracy?
Absolutnie nie! Nauka szczenięcia jest jedynie wstępem do
dalszej pracy. Wstępem niezwykle ważnym, bo rzutującym na
wzajemne stosunki człowieka i psa przez następnych kilkanaście
lat, pozwalającym dowolnie - w granicach narzuconych przez
odziedziczone cechy charakteru naszego dobermana - kształtować
czworonożnego przyjaciela. Jest okresem niepowtarzalnym, bo
pies dorasta tylko raz i tylko jedną mamy szansę na wykorzystanie
tego krótkiego okresu. Jednak nasza praca, a właściwie współpraca,
na tym się nie kończy. Jeśli komuś wystarczy to, czego pies
się nauczył do tej pory, pozostaje mu co najmniej powtarzanie
tego wszystkiego. Jeśli nie, a nie powinno, nauka dobermana
trwa dalej. Pamiętajmy, że dobermany są niesamowicie inteligentne
i jeśli je zaniedbamy, same znajdą sobie wyzwania. Na to chyba
jednak nie mamy ochoty... Doberman jest psem wszechstronnym.
Możemy zapisać się na kurs PT I (ogólne posłuszeństwo), organizowany
przez lokalne oddziały Związku Kynologicznego, możemy kontynuować
naukę na wyższym stopniu - PT II (posłuszeństwo poszerzone
o pracę węchową), czy też zainteresować się obroną (IPO I,II,III).
Dobermany dobrze sprawdzają się też na psim torze przeszkód
(agility), którego namiastkę może sobie zbudować każdy, a
profesjonalne tory dostępne są w niektórych oddziałach Związku
czy szkołach prywatnych. Możemy wreszcie nauczyć go tego,
co jest nam potrzebne, a nie obejmuje tego żaden program psiego
nauczania. Praca ze szczenięciem daje nam podstawy. Ich wykorzystanie
zależy od nas.
...............................
|